Prezentacja zawartości serwisu praxis1.blox.pl :

Wpisy

  • piątek, 05 lutego 2016
    • Delegacja / wizytówka 4ta

      Byłem przed wczoraj w Wawie! Pogoda co prawda była fatalna, ale reszta wporzo, przygoda na maxa! Napatrzyłem się na lux kobiety, wystrzałowo ubrane, pachnące, często nieźle sytuowane, patrząc na przykład na całokształt czy rumaki, które dosiadały… Miło mi się też nie raz, nie dwa zrobiło, gdy mój uśmiech taki z sympatii graniczącej z zalążkową fascynacją spotykał się z uśmiechem jakiejś nieznajomej... Niektóre kobiety co prawda nie były w tym do końca jednoznaczne, a to dlatego, że taki uśmiech był aspektem ich profesjonalizmu, jak to było w przypadku dwóch sekretarek, ale zaraz potem myślałem miło, że to właśnie jest sympatyczne, że taka laska została pouczona do dyżurnego, powabnego zachowania… Słowem było wczoraj oki co do byznys i pod każdym innym względem… gdzie aspekt inicjacji towarzyskich tych spotkań, często brał górę nad kwestiami technicznymi…

      Gdzie znaleźć Cię Miła moja, gdzie i jak szukać zgoła – jaka powinnaś być – wiem! Jak rozpoznać – już mniej… będę szukał w każdym bądź razie – wyimaginowany ideału obraz Twój będzie mi drogowskazem! Aż któregoś dnia pękną samotności okowy – o brzasku w ramionach mych powitasz Dzień Nowy! Tak zacznie się cała wieczność, w szczęściu i radości, nie czekaj już, przybądź ma Miłości!

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      piątek, 05 lutego 2016 19:39
    • Zaciekawiona / wizytówka 3cia

      Idę sobie w pośpiechu przed chwilą do ulicy z parkingu, gdy musiałem ustąpić pierwszeństwa wyjeżdżającemu samochodowi – była to błękitna skoda fabia… Przelotnie, a po chwili nieco skonsternowany spojrzałem na prowadzącą pojazd 20-letnią kobietkę… Ależ była piękna! Dbałość o estetykę obięła nie tylko wszystko co konieczne, by podkreślić atrybuty urody, ale też nawiązywała wyraźnie do odcienia koloru samochodu – ta ślicznotka miała bowiem na sobie niebieski sweterek… Na policzkach, obwiedzionych prosto ułożonymi długimi, brązowymi włoskami – znakomicie dobrany odcień, tak, że z miejsca uwaga skupiała się na intensywnie brązowych oczkach… W tych oczkach znalazłem nie tylko zaintrygowanie, ale i przemożne w natężeniu zapytanie jakieś, pomieszane z pewnością siebie zaciekawienie, które miało dualną naturę…  Z jednej strony było w tym trochę szpanu – oto jadę ja, piękna dziewczyna, jak mnie oceniasz? Z drugiej było poszukiwaniem we mnie odpowiedzi na to pytanie, a także wyraźną uderzeniową formą intrygowania – zobacz jaka jestem! Podobam Ci się?… Aspekt ten był widoczny we wszystkim – pochyleniu ciała, by sprawdzić przy okazji, czy droga wolna, a nawet dosłownie emanował z całej skupionej na tym przekazie twarzy, czy twarzyczki… Miło się z miejsca zrobiło, że hey! 

      Piękna kobieto, śliczna bez granic! Ty, co to piękno dajesz za nic! Ty, co się trudzisz bez pamięci, by Pięknem czasem w szok wprawić, czasem nęcić! Wiedz, że bez Ciebie świat byłby zły i gorszy, bo za pięknem ciała, duszy Piękno kto potrafi, dojrzy! Chwalić chcę zawsze, Kobieto Piękna, Twoje istnienie i chcę być nie tylko Twoim cieniem! Kwitnąć jak Ty, choć po swojemu, by Miłość wnieść jak dar każdemu, kto Jej, kobiety doceni trud – ma już za chwilę Radości w bród! Tak miłować Was wszystkie jest możliwe, konieczne, i wskazane by było wszystko jak Wy Piękne bez granic! To piękno bezkresne i żywe, gdy szczerze je wielbić – jest  wartościowe, bo zawsze prawdziwe!    

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      piątek, 05 lutego 2016 19:35
  • czwartek, 04 lutego 2016
    • Niezwykłe spotkanie / wizytówka 2ga

      Dzisiaj w nocy, około drugiej wychodzę na balkon, pale… Mija kilka chwil, słyszę stukot kobiecych szpilek, spojrzałem w tamtą stronę… To, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania… Szła w moim kierunku, oglądając się, szybkim krokiem o zmiennym tempie, czasem wręcz biegła… Znam Ją z widzenia, a sceneria Nocy dodała tu swoje trzy grosze – od dawna tą kobietę obserwuję, ale dziś, teraz wyglądała olśniewająco… Granicznie zgrabna sylwetka, wzrost idealny, podkreślone, w tym linia bioder i nóg, obcisłym ubraniem, gdzie nienaganny był każdy detal, każdy szczegół… Śliczna twarz, o szlachetnych rysach, na głowie długie poza ramiona włoski słomkowej blondynki… Całość fenomenalnie i zjawiskowo pociągająca i przyciągająca – z miejsca wszystko tu skłaniało do okazania zainteresowania tej Pani, w tym zainteresowania tzw. erotycznej natury! Cudowna, piękna, niezwykła i niesamowita! Heh He – mieszkanka dalszej części osiedla… „Pewnie była na randce!” – z zazdrością pomyślałem… Po chwili zniknęła za rogiem mojego bloku…

      Jesteś tak piękna, że cóż, szepcze – „nie do wiary” – gdy widzę Cię znów! Piękna nieznajoma, Noc, sceneria natchniona! Przy Tobie namiętność to mało, tak wieki poznawać Cię by się chciało! Więc jaka jesteś? To płynie, piękno, ciało, duch – w Tobie – jedynej takiej dziewczynie!

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      czwartek, 04 lutego 2016 14:44
  • wtorek, 26 stycznia 2016
    • Dzwon / wizytówka 1wsza

      Byłem tam dzień wcześniej. Piękne mazurskie miasto, w środkowo - wschodniej części regionu. Chciałem je odwiedzić już dawno, ale dopiero wtedy, w październiku kilka lat wstecz było to możliwe. „Co się odwlecze to nie uciecze” – jak powiadają, jednak będąc na miejscu żałowałem, że nie udałem się tam jednak wcześniej. Architektura miasta była porywająca! Stare kamienice, często całe z bloków marmurowych w jasnych kolorach, innym razem granitowe, jeszcze innym – ze starej czerwonej cegły. Wszystko wkomponowane w wiekową zieleń. Dostojne, eleganckie, wnoszące do oglądu przez zwiedzającego klimat archaiczności i szacunku, wynikającego ze świadomości, iż ma się tu do czynienia z unikatem za każdym razem, za każdym zaułkiem czy zakrętem. Taka była starówka, ale reszta miasta też była atrakcyjna, mimo częstych blokowisk i schedy po wcześniejszej epoce ustrojowej obecnej też na tych ziemiach oczywiście. Np. stawiane ostatnio budynki były nowoczesne, ale też bardzo atrakcyjne estetycznie. Warto było zatem tam pojechać. 

      W tym mieście rozglądałem się nie tylko po krajobrazie. Chciałem poznawać także miasta mieszkańców, i to w każdym możliwym kontekście. Najbardziej utkwiła mi w pamięci poznana około 30-to letnia kobieta, świetnie obeznana z atrakcjami tego miasta z perspektywy turysty, ale też z realiami w nim życia. Rozmawiałem z nią ponad godzinę. Miło było tym bardziej, że kobieta ta, o imieniu Magda, była nie tylko skora do wylewności, ale i bardzo inteligentna oraz atrakcyjna fizycznie. Niestety nie było szans z nią wejść w bliższy układ, jako że była w związku, może i nieudanym i źle rokującym, cóż – „te” sprawy są trudne, to dramat, no ale i tak w kategoriach „doraźnej” przygody, „gry słownej”, a nawet niezobowiązującego flirtu sprawdziła się doskonale. 

      Ubrana była w świetnie dopasowane dżinsy, bluzkę w eleganckim kolorze niebieskim i także dżinsową, ale jasną kurteczkę, o trudnym do określenia odcieniu bieli, jednak o bardzo komplementarnym względem całości designie. Włosy długie, blond, upięte w „naczapierzony” kucyk. Wzrost około metr 65. Na nogach już teraz kozaczki na wysokim obcasie, czarne. W uszkach „koła”. Biuścik zgrabny, no i no dość obfity, jak na tak filigranową kobietkę. Ogólnie niesamowicie zgrabna i piękna, co wieńczyło jej urodziwe oblicze - twarz  nie tylko piękna i o wyrazistych kształtach, ale też emanująca inteligencją, empatią i otwartością. Gdy mówiła i słuchała wpatrywała się prosto w oczy, skupiona i zaangażowana. Słowem była to osoba i sytuacja, która w innych warunkach mogła oznaczać pointę w postaci dalszych wydarzeń, o naturze partnerskiej i towarzyskiej. Tu jednak – jak mi wyjaśniła, zaszłości były ważniejsze i ciągle aktualne, stąd po chwili wahania odmówiła mi możności spotkania we dwoje w przyszłości. Myślę, że to był jej błąd i grzech, taka była jednak jej  ocena naszych wzajemnych odniesień w chwili spotkania mimo, że piorunujące wrażenie plus jakość późniejszej choć krótkiej relacji dawały nadzieję. Gdy to jej uświadomiłem, powiedziała: „Ja już w nic nie wierzę. Nie mogę”. Ja mogłem i chciałem. Szukam całe życie, więc znajdę. Przeszłość nie istnieje, gdy się wytrwale zmierza w nieznane i oczekuje nawet wbrew logice tego co najlepsze od życia i tego co przyniesie los…   

      Wracałem następnego dnia, po noclegu w tym cudownym mieście. Gdy dojechałem na pół drogi do kolejnej „stanicy” wysiadłem na stacji benzynowej, by zakupić paliwo i coś do picia. Była boska pogoda, taki październikowy wyż. Kontrastowe słońce, przejrzyste i chłodne powietrze, światło ciepłe, zaledwie ciepłe, cień chłodny, ziąb. Praktycznie bezwietrznie. Nagle z dalszej odległości, od strony tutejszego kościoła usłyszałem odgłos dzwonu. Spojrzałem na zegarek, było południe. Najpierw trochę znudzony i zmęczony podróżą odbierałem ten odgłos podświadomie. Z każdą chwilą jednak – tak że zaraz już wręcz urzeczony, zacząłem się weń wsłuchiwać. Dzwon, a właściwie dzwony, biły niezwykłą melodię i długo. Była ona nostalgią wygnańca i smutkiem, gdy po jego powrocie w pożądane strony pojawia się żal i płacz za czasem minionym, czasem straconym, który można było przeżyć w „chcianym” miejscu. Jednocześnie był to odgłos żywiołowy, o naturze wręcz niemal pożogi czy letniej gwałtownej nawałnicy. Wydawało się, że dźwięk wręcz wędruje ku coraz dalszym przestrzeniom, mimo, że nie ulegał równie systematycznemu wzrostowi natężenia. Dzwon uderzał zatem w dal, jak wojenna ofensywa, gdzie agresor jest na straconej pozycji, a bohaterska „riposta” wiadomo, że zawrze się w pełnych chwały czynach i będzie wreszcie skuteczna…

      Zaraz, jak dzwon przestał bić, spontanicznie pomyślałem o wczorajszej wizycie w opisanym mieście… Uświadomiłem sobie, że potkanie z kobietą, które miało tam miejsce, choć o małym prawdopodobieństwie kiedyś kontynuacji, było równie ważne, jak jego krajobraz…Miało atmosferę  takiej bliskości i zaangażowania, jak niemal romans czy miłość wg klucza uczucia na całe życie, jak marzenie o nim znane z lat szczenięcych. Będę je zawsze miał w pamięci, choć owe dźwięki dzwonu słyszane przed momentem jakby również stanowiły o „temporalności” tego zdarzenia i jego skończoności w każdym wymiarze. Cóż, tak to już bywa, tak jest powszechnie – idziesz, spoglądasz, dążysz i drążysz, a los bardzo rzadko uśmiecha się miło, ale może kiedyś to, ów uśmiech, nastąpi? Choć tego nie wiem, wiem, że zawsze starania przynoszą efekt, więc dążę do ideału i będę – aż do skutku… Spotkanie opisane tutaj jakby sugerowało, że jestem dalej niż w pół drogi do tej chwili…

      Być jak Twego głosu ton! Moje słowa, Twoje – lazurowa nieba toń… Nieba, które mógłbym przychylić, ale tylko gdybyśmy razem byli… Tak ja chcę! By po Nocy, nastał brzask, wyżowy Dzień! Powiem – niech nadzieja, choć tak ulotna, będzie realnością moją i Twoją, niech osiągnie walor chcianego  spełnienia… Pamiętaj – nim zgrasz może Twój, z moim głosu ton, w wyznaniach, które wnoszą wszystko do życia, jak uścisk i pocałunek w Twoją dłoń, pamiętaj, byś właśnie tego chciała, byś faktycznie swego szczęścia wszędy szukała… Na nic półsłówka, bez finału gra, gdy życie krótkie, to znaczenia ma, by być dalej niż u nieba bram – skąd wiesz, czy ktoś nie da Ci właśnie za chwilę, radości na zawsze, na schwał. Więc pozostawiam Cię z tym przesłaniem, jakbym je wyznał, jakbym był blisko i je z nadzieją  złożył, za pierwszym czy może już kolejnym spotkaniem…

      (c) praxis1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      praxis3
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 stycznia 2016 19:21
  • poniedziałek, 25 stycznia 2016

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny